Pamiętam zdziwioną minę mojej koleżanki (mamy dwójki dzieci) kiedy weszła do naszego dużego pokoju i nie ujrzała w nim ani jednej zabawki. Jak to możliwe? – mówiła – U nas zabawki porozrzucane są po całym domu, ciągle się o nie potykam. A u Was pusto.

Kochana Mamo, nie myśl sobie, że u nas w mieszkaniu panuje idealny porządek. O nie! Muszę chyba wprowadzić w życie zasady minimalizmu mamy Ewy 😉 Nie wiem jak to się dzieje, że każdego dnia sprzątam i wykonuję różne domowe obowiązki, a efekty moich starań nie wyglądają spektakularnie…

ALE. Faktycznie zabawek Krysi nie ma w dużym pokoju. Z resztą salon (haha) jest pokojem, w którym śpimy (mamy dwa pokoje)i przebywamy przez większą część dnia (jeśli akurat nie jesteśmy w kuchni). Kiedy Kristi była mniejsza, jej zabawki znajdowały się w całym mieszkaniu, w każdym kącie, na każdym stole. W naszym pokoju mieliśmy wielkie pudło, do którego miała chować zabawki po zakończeniu zabawy. Ale nie czarujmy się. Które dziecko bawi się jedną rzeczą na raz, a potem odkłada ją na miejsce i spokojnie, po namyśle wyciąga kolejną, mówiąc: Tak! To jest to! Przez najbliższą godzinę będę się bawiła bączkiem! I nic mnie nie rozproszy. No które? Nie wiem które, w każdym razie nasze nie 😉 No więc w naszym dużym pokoju ciągle leżały zabawki. Aż wreszcie, któregoś dnia, gdy znów samotnie zbierałam rzeczy do pudła, coś we mnie pękło, przywołałam Krysię do siebie i ustaliłam dwie zasady:

  1. Krysia sama po sobie sprząta. Mogę raz czy dwa (no dobra, pięć też się czasami zdarza) poprosić o sprzątnięcie zabawek do pudła (teraz już na regał, hurrrra!) ale jeśli nie posprząta swoich rzeczy sama, to zrobię to ja, a następnie pudło z wszystkim co zgarnęłam będzie odstawione wysoko na regał na pewien czas, będzie wyłączone z użytku. Nie, nie uważam,  żeby to był szantaż. Po prostu jestem pewna, że dziecko 2- czy 3-letnie jest w stanie odłożyć parę swoich rzeczy na miejsce (a jeśli nie jest to parę rzeczy, to zastanów się czy na pewno wszystkich potrzebuje, skoro nawet nie umie ich potem sprzątnąć).
  2. Krysia nie przynosi zabawek do dużego pokoju. Zastanawialiśmy się dlaczego nie chce się bawić u siebie – oprócz oczywistego powodu, że chce przebywać w tym pomieszczeniu, co my. U nas wystarczyło, że kupiliśmy jej ładny dywanik do jej królestwa i regał, na którym utrzymuje względny porządek. I poczuła się komfortowo u siebie. Na początku co chwila przynosiła zabawki do salonu. Potem ich nie zabierała, brała następne i tak w kółko. Ale za każdym razem przypominaliśmy jej, że to jest nasz pokój i chcemy w nim mieć porządek, bo my w jej pokoju też nie zostawiamy swoich rzeczy. I dosyć szybko nauczyła się, że może przynieść do nas książkę, lalkę czy autko, ale już na całą armię kucyków, piknik dla misia i pudełko figurek miejsca nie ma.

 

No chyba, że Twoje dzieci, kochana Mamo, bawią się cały dzień w swoim pokoju. Najlepiej w systemie bezzabawkowym. To przepraszam, że musiałaś stracić czas na czytanie tego wpisu 😉

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *