Zawsze wiedziałam, że chcę mieć rodzinę – męża i gromadkę dzieci. Wiedziałam też, że jestem gotowa zrezygnować z pracy, ofiarować swój czas i swoją pracę domownikom. Ale… nie wiedziałam, że to będzie takie trudne.

Kiedy jeszcze nie byłam zamężna, cały dzień spędzałam poza domem – większość czasu zajmowały mi studia i nauka, ale znajdowałam czas na wspinaczkę, konie, góry, mecze piłki nożnej ze znajomymi, teatr, kino, koncerty w fiharmonii, spotkania w kawiarni z przyjaciółką, czytanie książek, granie dla przyjemności na pianinie… Miałam tyyyyyyyyle rzeczy do zrobienia.

Wydawało mi się, że jeśli nie pracuję, to cóż to takiego zająć się dzieckiem i wysprzątać dom..? Jednak kiedy zostałam mamą okazało się, że zwyczajnie nie mam czasu na nic poza wypełnianiem moich matczynych obowiązków. Opieka nad niemowlakiem i prace domowe zajmowały mi cały dzień i część nocy. Narodziny drugiego dziecka tylko zwiększyły liczbę obowiązków, które na mnie spadły. Zmywanie naczyń, niekończące się sprzątanie, pranie, prasowanie, robienie zakupów, przygotowywanie posiłków i sprzątnie po nich, załatwianie bieżących spraw. A do tego opieka nad dziećmi. Cały dzień wypełniony po brzegi. Aha, jeszcze wstawanie po kilka razy w nocy na karmienie. Po takim dniu nawet SUPERMAMA jest tak padnięta, że jedyne o czym marzy, to paść na kanapę i odmóżdżyć się przy komputerze. Albo, jeszcze lepiej, pójść spać.

Jesteśmy różne – jedna kobieta dzieli wszystkie domowe obowiązki z mężem i dzielnie radzi sobie ze wszystkim, co do niej należy. Inna nie radzi sobie z natłokiem spraw i żyje w ciągłym „niedoczasie” i bałaganie. A jeszcze inna stara się z całych sił wypełniać wszystkie postawione sobie zadania, zajmuje się perfekcyjnie dziećmi i domem i nie daje po sobie poznać, że pada na twarz i potrzebuje pomocy. Łączy nas jednak to, że każdej brakuje czasu na odpoczynek i choć chwili dla siebie. Znasz to uczucie, kiedy po wysprzątaniu całego domu siadasz w fotelu, by choć przez 5 minut odpocząć i wypić filiżankę herbaty… i natychmiast, jak stado much obsiadają Cię dzieci, które chcą się bawić, czytać książeczki i się poprzytulać (a mąż w tym czasie leży na kanapie i ogląda coś na komputerze i jakoś nie jest nikim oblepiony)..?

Ostatnio dopadł mnie kryzys – byłam wykończona nocnymi pobudkami, syzyfowymi pracami w domu i tym, że dzieci ciągle czegoś ode mnie chcą. Wydawało mi się, że męża to nie obchodzi i zajmuje się tylko swoimi sprawami. Popadłam w przygnębienie. Uświadomiłam sobie, że bycie żoną i mamą, przysłoniło mnie. Z miłości do rodziny zgubiłam gdzieś siebie. Co kiedyś mogłam powiedzieć o sobie komuś, kto chciał mnie poznać? Cześć, jestem Marysia, jestem muzykiem, prowadzę dwa chóry i uwielbiam to, lubię chodzić na ściankę wspinaczkową i wyjeżdżać w góry (itd). A co mogłabym powiedzieć teraz? Cześć, jestem Marysia, mam męża i dwie córeczki. Nie pracuję i zajmuję się domem i dziećmi. Co robię w wolnym czasie? Nie mam. Jakie jest moje hobby? Nie pamiętam. To znaczy, nie zrozum mnie źle. Kocham moją rodzinę i nie żałuję decyzji o odejściu z pracy ale chciałabym uszczknąć z mojego wypełnionego obowiązkami dnia choć odrobinę czasu dla siebie.

Po rozmowie z Ewą, a także kilkoma innymi zapracowanymi mamami zrozumiałam, że nie ja jedna jestem przemęczona, nie robię nic dla siebie i czasami tracę z oczu światełko w tunelu. Myślałyśmy wspólnie jak można temu zaradzić. Oto efekt naszych rozważań:

  1. Pomódl się. Bóg naprawdę nie milczy i zawsze daje Ci Słowo z Pisma Świętego, które jest skierowane do Ciebie i do Twojej konkretnej sytuacji. Bądź cierpliwa. Czasem na odpowiedź trzeba trochę poczekać 🙂
  2. Poproś męża o pomoc. Mężczyzna zazwyczaj nie czyta w Twoich myślach i nie domyśla co trzeba zrobić w domu. Nawet jeżeli potyka się o zabawki, to niekoniecznie je posprząta. Ale jak go poprosisz o zebranie rzeczy z ziemii, to jest duża szansa, że to zrobi.
  3. Odklej od siebie dzieci. Kawa z przyjaciółką w centrum miasta w ulubionej kawiarni to zbyt wiele szczęścia na raz? Zacznij od samotnego spaceru po osiedlu. Też za trudne? To może wokół bloku? Daj odpocząć swojej głowie od tego co w domu i skup się na sobie. Chociaż na kilka minut.
  4. Zastanów się co sprawia Ci przyjemność. Kiedy już będziesz na spacerze, pomyśl co byś chciała robić w wolnym czasie (na pewno masz go całe mnóstwo, co? ;-)). Czy to jest coś czego zawsze chciałaś spróbować, a nie zdobyłaś się na to wcześniej, czy może chciałabyś do czegoś wrócić?
  5. Zrób listę. Zapisz sobie wszystkie Twoje pomysły i marzenia na kartce. Możesz je wypisać od najważniejszego po najmniej istotne albo np. od tego wymagającego minimum wysiłku do najbardziej czasochłonnego. Sama oceń czy od razu chcesz skakać na głęboką wodę i zacząć od największych wyzwań czy dochodzić do tego małymi kroczkami.
  6. Bądź realistką. No właśnie, fajnie jest sobie pomarzyć ale trzeba mierzyć siły (w tym wypadku możliwości) na zamiary. Pamiętaj, że masz rodzinę, dzieci i męża, którzy Cię potrzebują. Jeżeli do tej pory nie miałaś czasu dla siebie, to raczej nie zmieni się to z dnia na dzień i nie będziesz miała nagle kilku godzin dziennie na swoje pasje. Może umówisz się z mężem, że przejmie część Twoich codziennych obowiązków albo ustalcie, że dwa razy w tygodniu masz wieczory lub godzinę (a nawet pół), które przeznaczasz na to na co masz ochotę? To już zależy od Waszej inwencji.
  7. Działaj. Kiedy już wiesz od czego chcesz zacząć, po prostu to zrób!

Ja wybrałam zasadę małych kroków. Zaczęłam od wyprawy do biblioteki i wybrania kilku interesujących mnie książek. Tak dawno nie czytałam niczego dla przyjemności! I oto stało się. Wieczorem, kiedy dzieci już śpią, a mąż pracuje przy komputerze, ja rozsiadam się w fotelu z książką. I czytam… Co za radość! Mam tyle planów, które chcę zrealizować.

Zapracowana Mamo, zagubiona w gąszczu spraw rodzinnych. Zachęcam Cię do działania. W zgodzie z Bogiem, mężem i dziećmi.

 

Marysia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *