Można by też powiedzieć: Nie pracujesz… i siedzisz z dziećmi w domu ;).

Podziwiam mamy, które zrezygnowały z pracy i potrafią jakoś ogarnąć to błędne koło sprzątania, gotowania, uczenia dzieci, zabaw wiek <3 lata, itd.

Podziwiam mamy, które pracują i ogarniają to wszystko!

Podziwiam mamy, które są w domu i jakoś potrafią wygospodarować czas na pracę czy hobby (z domu), bo tu przecież chodzi o balans!

Jeszcze 3 lata temu wstawałam rano, szybko w ogromnym stresie, szykowałam dzieci do żłobka a siebie do pracy. Potem biegłam do pracy i byłam tak zmęczona i zestresowana, że jedyne na co miałam czas i siłę to wyżalenie się koleżance z biura.

Dużo narzekałam, mało się uśmiechałam. Mój entuzjazm z czasów, kiedy byłam nastolatką powoli gasł.

Mój mąż zaczynał pracę wcześnie rano i kończył późno wieczorem więc z całym bałaganem zostawałam sama. Pamiętam ten czas jako ciągły bieg.

Całemu temu procesowi towarzyszyły ogromne pokłady wyrzutów sumienia. Milenka miała wtedy 3,5 roku a Mieszko niecałe 0,5 roku więc ściągałam też mleko w pracy. Dzieci były przez większość dnia w żłobko-przedszkolu.

Nie wyobrażam sobie ciebie siedzącej na kanapie…

Chyba każda pracująca mama potrafi sobie wyobrazić tę frustrację i zmęczenie.

Gdy pewnego dnia mój szef zapytał: „co zamierzasz robić po doktoracie?”, odparłam z pełnym przekonaniem: „zamierzam zostać z dziećmi w domu”.

Te słowa wbiły go w krzesło… 😉

Otrząsnął się po paru sekundach i stwierdził z przekąsem: „Jakoś nie mogę sobie ciebie wyobrazić siedzącej cały dzień na kanapie”.

To był taki cios rewanżu bo teraz mnie wbiło w krzesło.

Teraz można dyskutować, ile czasu w ciągu dnia mama dwójki czy trójki dzieci siedzi na kanapie… Ale tu nie o tym. Bardziej chciałabym się skupić na konsekwencjach tych słów. Dodam, że wiele osób z mojego otoczenia była podobnego zdania, co mój szef.

A ja? Mimo, że uważałam inaczej to wbrew sobie i nie dla dobra rodziny znalazłam nową pracę. Żeby pokazać, że nie będę po doktoracie siedzieć na kanapie…

Czy było to dobre? NIE! I na szczęście już się skończyło.

Teraz „siedzę” 🙂 z dziećmi w domu. Wstaję rano (mąż w pracy), w biegu szykuję starsze dzieci do szkoły i przedszkola, młodsze ubieram w  cokolwiek, siebie też (i jeszcze godzinkę w między czasie posiedzę na kanapie 😀 😀 :D).

Wracam do domu, rozwijam własne projekty, zlecenia zdalne. Szukam każdej wolnej chwili, żeby pracować. Ale tylko wtedy, gdy nie odczuwają tego boleśnie moje dzieci. Przyznaję… „piętno siedzenia na kanapie” zostało i nadal próbuję „coś” robić, żeby pokazać, że „robię” a nie „siedzę”.

Biegam do przedszkola i z przedszkola, do szkoły i ze szkoły (tak 4 razy dziennie), gotuję, sprzątam, bawię się z dziećmi. Nadrabiamy zaległości językowe, uczymy się kolorów, holenderskiego, piosenek i wiele wiele innych!

Iiii! Nie wyobrażam sobie powrotu do pracy na pełen etat! To nie znaczy, że o tym nie myślę. Ale staram się być realistką. Nikt nie może decydować za moją rodzinę. A dzieci w tym wszystkim są najbardziej pokrzywdzone… Bo przecież „dzieci i ryby głosu nie mają”, prawda? Kto je pyta o zdanie, czy chcą być w przedszkolu? Mama, która ma wybór może go także dać i dziecku :).

A Ty? Czy podejmujesz swoje decyzje sama? Czy otoczenie ma na nie wpływ?

Ewa

Ps. Ostatnio mój były już szef odwiedził nas w nowym domu. Demony przeszłości już na nas nie ciążą ;). Przypomniałam mu słowa o kanapie 😉 a on stwierdził z przekąsem, że kobiety doktorantki są naprawdę dobrymi pracownikami, ale mają jedną wadę: wszystko bardzo dobrze pamiętają! Pośmialiśmy się trochę i dostałam piękne czekoladki!




2 Replies to “Siedzisz z dziećmi w domu i … nie pracujesz”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *