Pisałam jakiś czas temu o nerwach, których czasem nie umiem poskromić (wpis możesz przeczytać tutaj). Żeby nie było nudno, kilka dni temu miałam kolejną przygodę z samochodem w roli głównej.

Wracając późnym wieczorem do domu, próbowałam gdzieś zaparkować (hm, historia lubi się powtarzać), nie mogłam znaleźć żadnego miejsca pod blokiem dlatego krążyłam dalej, aż wreszcie znalazłam jedno, jedyne, zostawione specjalnie dla mnie, pod sąsiednim budynkiem. Zaparkowałam tam samochód, chociaż poczułam chłód, przypominając sobie sytuację kiedy jeden pan robił mi wyrzuty, że mam tam nie zostawiać samochodu, bo to „jego” ukochane miejsce, a nie moje. Nie mając jednak wyboru, postawiłam tam auto i wróciłam do domu.

Kilka dni później, wybieraliśmy się gdzieś z mężem i dziećmi, dlatego poszliśmy do samochodu, a tam… rysa na lakierze o długości kilkunastu centymetrów. A z boku stoi auto pana, który mi „odradzał” stawanie na „jego” miejscu. Moja pierwsza myśl była taka, że to nasz ulubiony sąsiad jest autorem tego dzieła. Ciśnienie skacze, ręka zaciska się w pięść, z uszu leci para, oczy zachodzą mgłą. Co za..! Jak on mógł! Ja mu pokażę! Dawaj długopis, napiszę mu taki liścik, że się nie pozbiera! I tak dalej…

Dzięki Bogu, długopisu nie było, bo mąż parę dni wcześniej porządkował samochód, kartki też nie znalazłam. Ale wpadł mi w rękę obrazek św. Krzysztofa, a na odwrocie modlitwa i 10 przykazań kierowcy. I nagle myśl: a gdyby tak zamiast pięści podać otwartą dłoń? Zanim zdążyłam się rozmyślić, wyszłam z auta, podeszłam do samochodu „sprawcy zdarzenia” (który wcale nie musiał nim być, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że nasze auto udekorował ktoś inny) i włożyłam mu za wycieraczkę obrazek patrona kierowców.

Potem, gdy już jechaliśmy samochodem, niezależnie od siebie pomyśleliśmy o otworzeniu Pisma Świętego – zawsze mamy ze sobą w aucie mały egzemplarz Nowego Testamentu (Ewa pisała o tym tu). Modliliśmy się za osobę, która to zrobiła i za nas, żebyśmy umieli przebaczyć. I oto Pan przyszedł do nas w Słowie: Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; Czyńcie dobrze tym, którzy was nienawidzą; Błogosławcie tym, co was przeklinają i módlcie się za tych, którzy was oczerniają (…). Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone (…) Odmierzą wam bowiem wam taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6, 27-28.37.38b)

Słowa Ewangelii wbiły mnie w fotel. Jednocześnie spłynął na mnie taki pokój, że cała ta sytuacja, która nas dotknęła, kompletnie przestała mieć dla mnie znaczenie. Otrzymałam to, o co prosiłam. Pokój i przebaczenie.

Panie Boże, dziękuję!

Marysia




Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *