Czym może pochwalić się mama dwójki małych dzieci? Brakiem czasu, bałaganem w domu, pochlapanym ubraniem i… szczęśliwymi dziećmi. No… może nie zawsze takimi szczęśliwymi.

Ale do rzeczy!

Wczoraj odwiedziła nas moja przyjaciółka Kasia. Miało być tak pięknie: posprzątany dom, pyszny obiad na stole, dzieci w odświętnych sukienkach, co to się zakłada na wizyty wyjątkowych gości, no i ja „zrobiona”, bo w końcu trzeba zrobić wrażenie na przyjaciółce, której nie widziało się (prawie) pół roku.

No i tutaj zakończę moją wizję idealnej mnie.

Dzwoni domofon: w domu bałagan (bo dzieci chore i małe nie schodzi z rąk przez cały dzień), obiad zrobiony w 15 minut, dzieci brudne i w starych dresach, bo właśnie ten obiad skończyły jeść, ja też brudna, bo ostatnie łyżeczki jadziowego obiadu wylądowały na moich ciuchach i twarzy, podłoga się klei… Więc mąż  czyni honory, przyjmuje gościa, a ja zaszywam się w łazience, co by doprowadzić się do porządku w 5 minut (miało być na bóstwo, ale bądźmy realistami). Ostatecznie przywitałam Kasię w czystym (szok!) ubraniu i nawet z jako takim makijażem. Uff 🙂 Były uściski, krzyki, piski, przytulańce, no bo w końcu tyle miesięcy tylko sms-owania nie wystarcza. Idziemy do kuchni, dziewczynki za nami (Krysia w podskokach, Jadzia na czterech kończynach), Kasia je obiad, ja siadam w kuchennym kącie wepchnięta między stół a lodówkę. Po chwili Jadźwing wdrapuje mi się na kolana i szczęśliwy macha łapkami. Czuję zapach, który pochodzi z okolic pieluchowych, nie jest on zbyt przyjemny. Żeby się upewnić, że muszę wstać i przewinąć mojego niemowlaka, ustawiam Jadzię w poziomie, przechylam, zbliżam jej pupę do twarzy i…ŁUP! Płacz. No i masz, walnęłam głową Jadziundy o lodówkę! Kochana mamusia. Przytulam, przepraszam, całuję – uspokaja się i chyba wybacza 🙂 Kasia skończyła obiad, idziemy do pokoju, zwanego szumnie salonem, Krysia przynosi mi gitarę i prosi żebyśmy pośpiewały piosenki. Podchwytuję temat, siadamy sobie na kanapie i muzykujemy. Po paru minutach nasza trzylatka jest już znudzona, więc wstaje, ja chcę odstawić gitarę, a tu… ŁUP uderzyłam gitarą w głowę Krysi! I znowu jęk, tulenie, przepraszanie, tym razem starszej córki…

Ach ta mamusia. Tak się lubi przytulać.

Marysia

 

 

2 Replies to “Niech żyje zgrabność”

  1. Marysiu 🙂 padlam ze śmiechu 😉 ja dziś niosąc Hanie o m a lo co nie weszłam na raczkujacego i zadziwiająco szybko zmieniającego polożenie Bartka. 🙂 Ściskam :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *