Wszystko wiem najlepiej

Bycie mamą zmienia. Kiedy nie miałam jeszcze swoich dzieci, łatwo przychodziło mi krytykowanie mam lub ocenianie ich zachowania. Czasem po cichu, czasem dość odważnie wygłaszałam swoje mądrości (Siostro moja, wybacz mi!). Wiedziałam co dziecko powinno jeść, jak się powinno kłaść je spać i jak postępować gdy się buntuje. Nie ulegaj, bądź twarda, rozpieścisz je itd. Aż mi wstyd, że tak mówiłam.

Perfekcyjna

Kiedy urodziła się nasza starsza córka, Krysia, chciałam wszystko robić perfekcyjnie. Zachowywałam rytuał spania, przytulałam chustowałałam, dawałam tylko zdrowe (najlepiej ekologiczne) jedzenie, nie spałam z nią w łóżku, żeby nie rozpieścić, uczyłam samodzielnego zasypiania w łóżeczku, nie dawałam smoczka, chociaż się darła… Porównywałam się cały czas z innymi mamami, bałam się ich opinii – bo ich dzieci są takie ułożone, nie piją z butelki, śpią zawsze o tych samych porach. Myślałam sobie: zarżnę się, ale pokażę wszystkim, że daję radę, że nie potrzebuję pomocy innych (oprócz męża), że nie jestem gorszą mamą i że dostatecznie się poświęcam dla naszej córki. Efekt? Byłam znerwicowana, chciałam wszystko kontrolować, męczyłam siebie i Krysię różnymi metodami samodzielnego zasypiania. I codziennie, naprawdę każdego dnia porównywałam się z innymi mamami.

Nieperfekcyjna

Dopiero narodzenie Jadzi pomogło mi się zdystansować. Nie udaje mi się zachowywać tych samych godzin drzemek, bo chodzimy z Krysią na plac zabaw albo rower. Daję Jadzi czasami „dorosłą” zupę z solą, bo niemowlęcej nie zdążę ugotować (nie wiedziałam, że niemowlak może tak uwielbiać żurek na białej kiełbasie). Usypiam ją w wózku, bo odłożona do łóżeczka się rozbudza, a jeśli dodam do tego szum suszarki, to odpływa w kilka chwil. Gdy mam siłę, karmię ją w nocy (czasem i 4 razy) na fotelu i odkładam do łóżeczka, a gdy nie mam, to się poddaję i idę z nią spać w łóżku. Nie czytam jej książeczek dla niemowląt, nie uczę nazw części ciała, ani nie grzechoczę grzechotką. Jadzia raczkuje za nami po domu, bawi się upolowaną w kuchni pokrywką i sitkiem. Przysłuchuje się jak czytam książki jej starszej siostrze.

Jest na to rada

Wyluzowałam. I jest mi z tym bardzo dobrze. Dotarło to do mnie dziś rano, gdy usypiałam Jadzinę w wózku przy szumie suszarki. To są moje dzieci i ja wiem jak się uspokajają, co sprawia im radość, jak je uśpić, co dać do jedzenia i jakich metod używać, żeby nie zwariować i nie stać się sługą swoich dzieci. W końcu przecież się nauczą tego wszystkiego. Ale w swoim tempie. Nie chcę się porównywać, nie chcę się wstydzić, że Jadzia nie zasypia w łóżeczku, a Krysia jest czasami nieposłuszna.

Często stawiamy zbyt wysokie wymagania naszym dzieciom. Oczekujemy od nich absolutnego posłuszeństwa i przestrzegania wszelkich norm społecznych. A przecież to są nasze dzieci. A nie żołnierze do musztrowania albo maskotki do chwalenia się nimi. Kochamy je i jesteśmy z nich dumni, jak psocą, jak nie śpią, jak krzyczą na ulicy i jak pokładają się na ławce w kościele. Mimo tego wszystkiego. Prawda?

Nie wstydzę się ich zachowania. Już nie.

Panie Boże, dziękuję Ci, że pozwalasz mi odkrywać swoje słabości. Bo mogę opierać się na Tobie.

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *