Czy Ty też czasem tak masz, że Twoje zachowanie w pewnej sytuacji wprawia Cię w osłupienie? To znaczy – czy myślałaś, że znasz już siebie na wylot, a tu się nagle okazuje, że nowa sytuacja to nowy rodzaj reakcji? Ja właśnie czegoś takiego ostatnio doświadczyłam. I to parę razy.

Głupia babo

Do niedawna wydawało mi się, że wiem jakie są moje reakcje na stres i, powiedzmy, niemiłe zachowanie innych ludzi wobec mnie. Aż tu któregoś dnia wracam sobie z działki z dziewczynami, chcę zaparkować pod blokiem, a jakaś pani za mną się niecierpliwi i ciągle korzysta z klaksonu. Kiedy chciałam ją przepuścić lub zjechać pod blok, żeby mogła przejechać, podążała uparcie za moim samochodem, nieustannie używając klaksonu. Kiedy wyszłam z auta po zaciągnięciu ręcznego, pani wyskoczyła z samochodu i zaczęła się na mnie wydzierać, a od słownictwa tejże więdły mi uszy. Z początku byłam opanowana, z czasem moje dobre wychowanie jednak stopniowo wyparowywało, aż przy kolejnym „głupia babo” i *** zniknęło zupełnie… I zaczęłam wydzierać się jeszcze głośniej niż pani, z którą przyszło mi się skonfrontować. Tyle, że bez wulgaryzmów. Kłótnia między nami przyciągnęła uwagę ciekawskich sąsiadów i przypadkowych przechodniów. Koniec końców, mój ostateczny argument był na tyle silny, że pani się poddała i odjechała. Wróciłam do domu roztrzęsiona z gniewu. Gdy emocje opadły, przyszedł czas na refleksję.

Sytuacja druga, bardzo świeża, bo z dnia wczorajszego: zadzwoniła do mnie koleżanka, która była na drugim końcu Polski, a zapomniała coś zrobić i prosiła mnie, żebym przyjechała z wakacji ze wsi i zajęła się sprawą, której ona nie załatwiła. Do „negocjacji” włączył się kolega, który próbował mnie przekonać, że muszę wrócić, na co ja jeszcze bardziej się zaparłam i zrobiło się dosyć niemiło. Rozłączyliśmy się. Ja byłam wzburzona całą sytuacją ale już po kilku minutach odczuwałam raczej zażenowanie i niesmak, który pozostał mi po mojej reakcji na prośbę o pomoc.

Kipiące mleko

Te sytuacje (i jeszcze kilka innych, których tu nie przytoczyłam) pokazały mi, że raczej nie jestem sangwinikiem, jak dotąd myślałam, ale najzwyczajniejszym w świecie cholerykiem. Stres, niesprawiedliwe traktowanie, poczucie zagrożenia (nie takiego realnego, fizycznego), urażona duma powodują, że budzi się we mnie gniew. Czuję się jak kipiące mleko. Jak nie zmniejszysz płomienia, to po prostu wykipi i koniec. I to odkrycie, bynajmniej, nie napawa mnie radością

Jest taki ktoś

W tych ciężkich dla mnie sytuacjach jak zwykle z pomocą przyszedł mój mąż. Najpierw mnie cierpliwie wysłuchał (nawet trochę się uśmiał), a potem, po męsku, powiedział co o tym wszystkim sądzi. Że nie warto się wywyższać. I że moja postawa dochodzenia sprawiedliwości nie była chrześcijańska. Jak dobrze jest mieć przy sobie kogoś, kto nie tylko przytakuje i trzyma Twoją stronę ale stara się patrzeć na sytuację obiektywnie. I mówi prawdę, która czasem jest trudna do przyjęcia.

Frajerka

Prawdą było, że w obu sytuacjach miałam rację i mogłam poczuć się urażona/zdenerwowana. Nikt nie lubi być znieważany, wyśmiewany i poniżany. Szczególnie w miejscu publicznym. Jeżeli wiem, że prawda leży po mojej stronie, nie chcę odpuszczać i kłaść uszu po sobie. Nie jestem przecież frajerem, który da sobą pomiatać. I tu kolejne ale… Gdzieś już słyszałam tę historię… Wzgardzony, odepchnięty przez ludzi, mąż boleści, z cierpieniem oswojony…jak Baranek wiedziony na zabicie. Przed Nim zakrywa się swą twarz. No właśnie – Chrystus! To ON był tym niewinnym, którego niesłusznie oskarżono o bluźnierstwa, pobito, wyśmiewano, a w końcu skazano na śmierć przeznaczoną dla najgorszych złoczyńców. To ON był tym, który się nie bronił, nie krzyczał, nie poniżał i nie szukał sprawiedliwości. W pokorze zniósł wszystkie zniewagi i ból, na które nie zasłużył. Przyjął na siebie całą tę niesprawiedliwość! I umarł lecz Bóg Go wskrzesił i pokazał, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Czy jeśli sam Syn Boga mógł znieść takie potworności, to ja nie mogę udźwignąć jednego „jedź, głupia babo!” więcej? Może sama nie mogę ale On może to zrobić za mnie, jeśli Mu na to pozwolę! Więc, kiedy następnym razem usłyszę coś, co będzie dla mnie trudne i nie do przełknięcia, wezmę wdech… i wydech. A zaraz potem przypomnę sobie jeden z cytatów z Pisma Świętego:

Pan podtrzymuje wszystkich, którzy padają,
i podnosi wszystkich zgnębionych. (Psalm 145)

Pan jest moją mocą i źródłem męstwa, Jemu zawdzięczam ocalenie. (Księga Wyjścia)

Bogu ufam, nie lękam się. Cóż mi może uczynić człowiek? (Psalm 56)

Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości. (Drugi list do Tymoteusza)

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *