Niedawno wróciłam z wakacji z Marysią. Marysia z mężem i dwójką dzieci, ja z mężem i trójką. Było przecudnie:). Pogoda super a towarzystwo jeszcze lepsze:). Zauważyłam na tym wyjeździe, jak bardzo z Marysią się różnimy a jednocześnie jak bardzo jesteśmy do siebie podobne. To bardzo ciekawe zjawisko. Marysia bardzo dobrze radzi sobie jako mama. Wydaje mi się, że ja także. A jednak skupiamy się na nieco innych sprawach. Marysia bardzo dba o rozwój fizyczny dziewczyn. Jadzia – roczne dziecko – radzi sobie świetnie na trawie i placu zabaw. Naprawdę jest to zadziwiające:). Krysia, jak na 3,5-latkę jest wyjątkowo rozwinięta. Ja szaleję na punkcie zdrowego odżywiania dzieci. Na plażę nosiłam bezglutenowe naleśniki, krojone marchewki i owoce. Obie dbamy bardzo o zdrowie dzieci i ich rozwój fizyczny i psychiczny a jednak nacisk kładziemy na inne sprawy.

Pewnego dnia Marysia karmiła Jadzię papką ze słoiczka i zapytała mnie, czy to rzeczywiście jest niezdrowe. Powiedziałam, że raczej zdrowe nie jest. Na plaży jest to zrozumiałe, że mama ułatwia sobie sprawę gotowymi słoiczkami. Innego dnia jedliśmy wspólny posiłek a ja nie mogłam czekać aż moje dzieciaki zjedzą same, zaczęłam więc je na zmianę karmić. Obie mogłybyśmy się nawzajem karcić za nasze zachowanie. Ale po co?

Mamy rywalizują zbyt często

Czasem zerkam na blogi innych mam i zawsze zniechęcam się do tych, na których autorki oceniają inne mamy za zachowania, które im nie odpowiadają. Kiedyś widziałam bardzo krytykujący wpis mamy, która stwierdziła, że matki na placu zabaw siedzą na tyłku na ławce a dzieci muszą sobie radzić same. Inna krytykowała, że mama za bardzo pomaga dziecku na placu zabaw a to nie robi się samodzielne. Jak widać nie dogodzimy wszystkim. I wcale nie musimy!

Mamy rywalizują prawie od momentu urodzenia dziecka. Często nawet nieświadomie. Zaczyna się od karmienia piersią lub butlą. Potem przechodzimy na rozwój dziecka. Kiedy się pierwszy raz uśmiechnęło, powiedziało „mama” lub zaczęło chodzić. Mamy chcą, żeby ich dziecko było „lepsze” od innych. Wydaje im się, że jeśli ich dziecko powiedziało szybciej „mama” to oznacza przecież, że jest zdolniejsze. Później jest jeszcze gorzej. Rywalizujemy o to, kiedy nasze dzieci nauczą się pierwsze jeść samo łyżeczką, potem czytać lub pisać i liczyć. Następnie wchodzi znajomość języka angielskiego. Mama jest dumna, gdy jej dziecko ma większe zdolności niż inne. Często rodzi to niezdrową rywalizację pomiędzy mamami. Ale zostawia to także spory ślad na psychice dziecka.

Dziecko ofiarą rywalizacji mam

Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Jeśli jakieś dziecko zaczęło chodzić dopiero po roczku to nie znaczy, że jest mniej zdolne niż to, które zaczęło chodzić w wieku 10 miesięcy. Niektórzy twierdzą nawet, że im dziecko później zaczyna chodzić, tym lepiej (dla kręgosłupa). Na początku dzieci nie odczuwają rywalizacji ich mam. Ale gdy stają się starsze, zaczynają przejmować ich sposób myślenia. Jest to całkiem naturalne. Dzieci nas naśladują i bardzo łatwo przejmują nasze zachowania. W końcu dochodzi do tego, że w szkole dziecko nie chce uczyć się tego, co mu sprawia przyjemność i w takim zakresie, na jaki ma ochotę, ale uczy się, żeby być lepszym od kolegi. Wiele razy spotkałam się z osobami, dla których nie ważne było jaki wynik osiągnęli dopóki ich wynik był lepszy niż rywali.

Często dzieci odczuwają skutki chorych ambicji mamy już od bardzo wczesnych lat. Mama uczy bobasa języka angielskiego, męczy go dodawaniem a potem każde pokazywać przed innymi, jak ładnie mówi wierszyki, czy liczy do 20. Oczywiście różne talenty dziecka powinny być doceniane i jest to słodkie i wskazane, gdy dziecko popisuje się np. przed babcią, która z zachwytem bije brawo po każdym wersecie wierszyka. Jednak pamiętajmy, wszystko ze zdrowym rozsądkiem i umiarem.

Wszystkie nas to spotyka, ale warto nad tym pracować

Rywalizacja wśród mam jest niestety często spotykana. Myślę, że każdej z nas zdarzyło się przynajmniej raz (mnie nawet więcej) porównać się do innych mam i stwierdzić: „robię to lepiej” lub „niestety ja tak nie potrafię”. Jednak uważam, że wszystkie powinnyśmy walczyć z takim sposobem myślenia. Rywalizacja nikomu nie pomaga a tylko przysparza dodatkowego stresu. Oczywiście warto upomnieć przyjaciółkę, gdy widzimy, że ona robi coś fatalnie niedobrego swojemu dziecku (np. ubiera dziesięciolatka;)), jednak tylko wtedy, gdy będziemy miały pewność, że przyjaciółka jest otwarta na takie uwagi. Nawet gdy zwracamy komuś uwagę powinnyśmy oszczędzić sobie triumfu w głosie lub nawet w myślach (bo akurat moje dziecko w wieku 10 lat ubiera się samo).

Pamiętam, gdy urodziło mi się pierwsze dziecko, chciałam, żeby wszystko to, co robię było doskonałe. Zwracałam wtedy uwagę mojej dobrej znajomej z pracy, gdy ta miała problemy z położeniem spać o normalnej porze swojej córki. Ja wtedy (bardzo zdziwiona) mówiłam, że to niemożliwe i, że powinna zastosować jakąś wieczorną rutynę. Dziwiło mnie, że ktoś może nie radzić sobie z tak prostą czynnością, jak kładzenie dziecka spać. Po roku spotkało nas to samo. Na szczęście pamiętałam tamto wydarzenie i następnym razem, gdy miałam zamiar wtrącić swoje trzy grosze do wychowania innych dzieci, mocno gryzłam się w język. No… zdarza mi się jeszcze coś doradzić… ale już nie tak często;).

Ewa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *