Zaplanuj każdą minutę

Całe życie byłam dosyć dobrze zorganizowana. Wiadomo, ze im więcej obowiązków (czy też przyjemności) człowiek ma na głowie, tym bardziej musi umieć gospodarować właściwie swoim czasem. Zawsze byłam aktywna – wspólnota, szkoła muzyczna, harcerstwo, milion różnych sportów, biwaki, wyjazdy w góry, czas na naukę (haha) i ćwiczenie na instrumencie (również haha w latach młodzieńczych)… no po prostu ciągle coś się działo. Potem przyszły studia muzyczne i wiele godzin ćwiczeń na różne zajęcia. Pamiętam, jak rozpisywałam sobie szczegółowo plan ćwiczeń na sobotę:

9.00-10.00 – fortepian

10.00-11.25 – czytanie partytur

11.25-11.45 – odpoczynek

11.45-12.30 – akompaniament

12.30 – 13.30 – flet

13.30 – 14.30 – harmonia

14.30 -15.30 – obiad i odpoczynek

15.30 – 16.30 – fortepian

I tak dalej… Serio. Tak sobie rozpisywałam dzień pracy, żeby nic mi nie umknęło i żebym nie straciła zbyt wiele mojego cennego czasu na głupoty (czytaj: na odpoczynek). A co się działo jak przesunęły się godziny posiłków? Dramat! Cały grafik się rozjeżdżał. Piszę to trochę z przymrużeniem oka ale naprawdę nie było mi łatwo ze wszystkim zdążyć i kosztowało mnie to wiele nerwów.

Gdy kilka lat później zostałam szczęśliwą żoną i mamą, opracowanie planu dnia czy tygodnia stało się częścią mojego życia. Miało mi to dać poczucie bezpieczeństwa i uporządkowania. Tylko, że im więcej planowałam, tym bardziej byłam zestresowana, żeby wszystko zrealizować wedle pierwotnych założeń.

Przykład 1: Krysi ustaliły się godziny drzemek, wiedziałam, że chodzi spać dokładnie co 3 godziny na pół godziny. Kiedy jednak któraś z drzemek przesuwała się, Krysia nie mogła zasnąć, wściekałam się, próbowałam ją na siłę uśpić, wręcz moim jedynym celem było uśpienie jej, a nie dostosowanie się do niej (dopiero później zauważyłam, że dziecku co jakiś czas przesuwają się pory spania, czas drzemek i ich ilość ulega zmianie i trzeba się przyzwyczajać od nowa).

Przykład 2: Mąż wrócił później z pracy, nie uprzedziwszy mnie o tym odpowiednio wcześnie. Ja czekam z obiadem w domu (jeszcze ciepłym, potem już nie) denerwuję się, całe popołudnie w domu jest nieprzyjemne.

Albo lepiej odpuść..?

Życie rodzinne nauczyło mnie, że nie jestem w stanie wszystkiego zaplanować i przewidzieć. Najlepiej oddają to klapy urodzinowe. Co to takiego? Krysia ma urodziny w lutym, czyli miesiącu zmasowanego ataku chorób. Co roku organizuję dla niej imprezę i co roku jest ten sam problem – tuż przed przyjęciem choruje ona lub całe towarzystwo, które miało się zjawić. Czasem nawet zostawałam z gigantycznym tortem na 16 osób, dwiema blachami ciasta (oprócz mnie nikt w domu go nie zjada) i toną innych smakołyków. I co roku imprezę trzeba przekładać. Można się załamać, a można się do tego przyzwyczaić lub przynajmniej wziąć pod uwagę to, że wszystko może się nie udać. Ja zdecydowałam się przyjmować drugą wersję. I czuję się z tym wspaniale. Po prostu zakładam, że urodziny zaplanowane na początek lutego i tak prawdopodobnie  dojdą do skutku dopiero pod koniec miesiąca i się nie spinam 😉

Czasami chodzi o rzeczy ważniejsze. Bywają takie dni, że chcąc nie chcąc trzeba szczegółowo zaplanować cały dzień i wystarczy jedna zmiana w grafiku (kolejka w urzędzie, zepsuty autobus) i wszystko się sypie. Pewnie, że nie zawsze da się nie denerwować.

Są rzeczy, na które nie masz wpływu

W życiu na wiele rzeczy nie mam wpływu. Nie mam wpływu na nagłą zmianę pogody, rozkład jazdy autobusów, awarię internetu, długą kolejkę na poczcie. Po prostu – nie mam na to wpływu. Wiedząc to, mogę się w takiej sytuacji nie denerwować lub, dla zatwardziałych nerwusów, denerwować się mniej 😉

Polub zmiany

Od kiedy nauczyłam się przyjmować nagłe zmiany planów, jestem spokojniejsza. Wręcz staram się odnajdywać pozytywne strony niezaplanowanych sytuacji.

  • Dziecko nie miało popołudniowej drzemki? Świetnie, bez problemu zaśnie wieczorem.
  • Skończyła nam się w domu kawa? (ok. godziny 10 – 11 baaaardzo potrzebuję filiżanki kawy, żeby nie zasnąć podczas czytania książeczek). Dobra, jakoś damy radę, muszę tylko więcej się ruszać, szybciej sprzątać, pobawić się z Krychą w berka, żeby nie dać organizmowi zwolnić obrotów.
  • Ciocia zza granicy wpadła z nagłą wizytą, a my zaplanowane aktywne popołudnie z dzieciakami? Super, dużo słyszałam o tej cioci, fajnie, że wreszcie ją poznam. Z nią możemy zrobić coś innego, równie ciekawego.

Najlepszy plan

Pomyśl ile takich sytuacji przeżywasz w ciągu jednego dnia/tygodnia/miesiąca. Trochę się tego nazbiera, prawda? Moja rada. Planuj, jeśli lubisz, jeśli pomaga Ci to utrzymać dzień w ryzach ale nie przesadzaj. Nic się nie stanie, jeśli plany trochę się pozmieniają. Często nawet wychodzi nam to na dobre. Z resztą, najlepszy plan ma dla Ciebie Pan Bóg. W końcu On codziennie czuwa nad 7 miliardami planów dnia, a Ty tylko nad swoim. Jak Ci się wydaje, kto ma większe doświadczenie? 😉

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *