Od kiedy zostałam mamą, moje zainteresowanie zdrowym żywieniem coraz bardziej wzrasta. Kiedyś nie zdawałam sobie sprawy ile zwykłe mięso, warzywo, ba, nawet jajko, może mieć szkodliwych składników. Otóż może! Ostatnio natrafiłam w markecie na książkę, która otworzyła mi oczy na to ile ulepszaczy, wzmacniaczy, konserwantów i innych niebezpiecznych substancji znajduje się w naszym pożywieniu.

„Zamień chemię na jedzenie” to fantastyczna książka napisana przez mamę trójki dzieci, która postawiła na zdrową żywność w swoim domu. Przez wiele lat była przekonana, że jej pociechy mają alergię na przeróżne produkty żywnościowe. Z czasem jednak okazało się, że to nie jedzenie jest sprawcą ich złego samopoczucia, wysypek i powracających chorób lecz szkodliwe dodatki, które się w nim znajdują.

Przyznam szczerze, że czytanie tej książki tak mnie pochłonęło, że zaniedbałam swoje domowe obowiązki – czekają na mnie sterty prania i prasowania, a na podłodze można dostrzec wielkie koty (i niestety nie mam na myśli zwierząt) 😉

Autorka nie jest dietetykiem, ani, z tego co wiem, żadnym specjalistą od zasad żywienia, niemniej bardzo wnikliwie przekopała się przez sporą ilość literatury, rozmawiała z wieloma specjalistami, szukała pomocy w internecie i wśród znajomych lekarzy. Julia Bator wprowadza czytelnika za kulisy przemysłu spożywczego. Pomaga czytać etykiety, pisze ile jest „mięsa w mięsie”, opisuje procesy technologiczne, którym poddawana jest żywność. I, co jest bardzo przydatne, dzieli się prostymi przepisami na zdrowe dania, podpowiada jak zrobić własny jogurt, żółty ser, chleb na zakwasie czy majonez.

Niektórzy moi znajomi uważają, że przesadzam, kiedy nie chcę Krysi dać batona ze sklepu albo krzywię się na widok piersi z kurczaka. Jeszcze niedawno podchodziłam do kwestii żywienia z większym luzem ale od kiedy przeczytałam tę książkę, po prostu nie mogę postępować inaczej! Wiecie jak to jest zobaczyć jakieś zdjęcie, które siedzi w Waszej głowie i nie możecie go zapomnieć? Tak właśnie jest z tą książką – po jej przeczytaniu człowiek pewne produkty omija szerokim łukiem. Na niektóre artykuły żywnościowe, jak np. sklepowa wędlina, patrzę wręcz z obrzydzeniem 😉  I bardzo dobrze, oto właśnie chodzi!

Na koniec dodam, że dla mnie niewątpliwą zaletą tej książki jest styl, w jakim została napisana. Czyta się ją lekko i bez poczucia winy, gdyż autorka nie dramatyzuje i nie próbuje czytelnika na siłę przekonywać do swoich poglądów.

Książkę „Zamień chemię na jedzenie” rekomenduję każdej gospodyni i mamie, która troszczy się o zdrowie swojej rodziny i chce świadomie dokonywać wyboru produktów żywnościowych.

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *