Urodziłam się i dorastałam w latach kiedy mało która rodzina „cierpiała na nadmiar pieniędzy”. Wystarczało na zaspokojanie podstawowych potrzeb, przyjęcie po I Komunii Świętej robiło się w domu, na wakacje jechało się cały dzień syrenką – spaliśmy w chacie u góralki lub na kempingu nad jeziorem. Były też odłożone fundusze na drobne wakacyjne przyjemności, jak przejażdżka na kucyku, lody z automatu, gofr z bitą śmietaną albo rurka z kremem. Nie miałyśmy z siostrami nowych ubrań, w kuchni stał czarno-biały telewizor, a nocowanie w hotelu znałyśmy tylko z opowieści rodziny mieszkającej za granicą.

Czy czułam się z tego powodu nieszczęśliwa? Nic podobnego! Całe moje dzieciństwo wspominam wspaniale. Po szkole jadłam szybki obiad i do wieczora bawiłam się z rówieśnikami na podwórku, trzeba było tylko zdążyć na wieczorynkę 😉 Zazwyczaj w weekendy rodzice zabierali nas na wycieczkę do lasu, parku, zoo, na sanki, łyżwy, na długi spacer „po polach za torami”. Spędzaliśmy wolny czas razem. Rozmawiając, wygłupiając się, poznając świat, żyjąc skromnie ale aktywnie.

Czy współczesny ośmio- czy dziesięciolatek w ogóle wiedziałby o czym mówię? Niestety wątpię. Teraz każdy małolat ma tablet, smartfona, może laptopa z grami, nieograniczony dostęp do internetu i mnóstwo znajomych (szkoda, że tylko na facebooku). I nie musi już podnosić pupy z kanapy, ani oczu znad tableta bo wszystko czego potrzebuje już ma.

Gdy dzieci są mniejsze, mają kilka lat, nie mają może jeszcze wypasionej komóry ale dysponują za to tysiącem zabawek. I ciągle im mało… Ciągle słyszę gdzieś: Mamo KUP! Tato, ja chcę MIEĆ jeszcze to i tamto, musisz mi KUPIĆ coś tam, bo jak nie, to będę nieszczęśliwy, rzucę się na ziemię i zrobię scenę!!! Serio?? To zrób. Mnie to nie rusza.

Całe szczęście, z moim mężem we wszystkich ważnych sprawach związanych z wychowaniem naszych dzieci, mamy te same poglądy. Jednym z nich jest NIE WYCHOWANIE MAŁEGO KONSUMPCJONISTY, który z czasem stanie się DUŻYM KONSUMPCJONISTĄ.

Na co więc warto zwrócić uwagę, żeby dziecko bardziej chciało BYĆ a nie MIEĆ?

  1. Nie kupuj dziecku zabawek zbyt często. Dziecko często mówi co by chciało mieć. Często akurat bawiło się tym u kolegi i teraz chce mieć taką samą rzecz u siebie w domu. Pewnie zauważyłaś, też, że po większość zabawek maluch nie sięga, a gdybyś wyrzuciła co drugą z nich, to nawet by się nie zorientowało. Tłumacz dziecku dlaczego nie chcesz mu czegoś kupić. Nie bo nie, nie jest dobrym rozwiązaniem 😉 Może nie macie teraz na to pieniędzy, zabawka jest nieodpowiednia do jego wieku, niezgodna z wyznawanymi przez Was wartościami (okropne lalki Monsterhigh, aaaaaaa!!) albo w domu są już podobne zabawki?
  2. Naucz dziecko czekać. Kiedy kupujemy coś od razu po wypowiedzeniu przez malucha życzenia, nie uczymy go oczekiwania. Ma to, o co prosiło i za chwilę nauczy się to wykorzystywać i co chwilę będzie Cię prosiło o kupienie czegoś nowego. Mój mąż wprowadził w naszym domu mądrą zasadę. W tamtym roku Krysia często mówiła, że chce mieć rower. Widziała dzieci jeżdżące po osiedlu. Parę razy przejechała się na próbę na czyimś rowerku i widzieliśmy, że jej się to podoba. W sklepie, gdy widziała swoje dwukołowe marzenie, pozwalaliśmy jej oglądać rowery ale mówiliśmy, że to nie jest mały wydatek i trzeba dobrze przemyśleć taki zakup. Obserwowaliśmy ją przez dłuższy czas aby się upewnić, czy nie jest to chwilowa fascynacja. Kiedy byliśmy już pewni, że to nie fanaberia, pojechaliśmy do sklepu rowerowego  pozwoliliśmy jej wybrać swój pierwszy rower. Krynia była wniebowzięta! Jestem przekonana, że gdybyśmy kupili jej rower dwa miesiące wcześniej, nie byłoby tej euforii.
  3. Nie zasypuj dziecka prezentami. Jeśli każda wizyta wujka czy dziadka wiąże się z wręczeniem dziecku prezentu, najlepiej przed zdjęciem butów, tuż przy drzwiach, to maluch zacznie mieć „odruch Pawłowa” – dzwonek do drzwi = prezent. Straszne, co? Potem jest wstyd, że dziecko pyta się zawiedzione: „A gdzie masz dla mnie prezent?” 😉
  4. Niszczcie razem budowle z klocków 😉 Pewnie każdy rodzic tego doświadczył – dziecko zbudowało całe miasto z klocków Lego i nie chce go burzyć. Potem się wścieka, że ma za mało klocków i trzeba kupić nowe. Hm, nie trzeba. Nie pozwól przywiązać się do rzeczy tak bardzo, że zburzenie budowli stanie się końcem świata. Mój mąż kiedyś zrobił terapię szokową. Krysia pielęgnowała przez kilka dni budynek z Lego, nie pozwalała się nim bawić, miał tylko stać na półce, żeby się nie zniszczył. Codziennie budowała nowe domy, ustawiała je na regale i nie pozwalała burzyć. Kiedy kiedyś, podczas sprzątania, przez przypadek fragment budowli się rozpadł, zrobiła tragedię. Tata więc usiadł z nią na dywanie i przy jej asyście (i szlochach) zburzył wszystkie budowle. Wydawało mi się to straszne ale faktycznie, Krysia od tamtego czasu nie przywiązuje takiej wagi do tego co stworzyła. Podobnie jest z obrazkami, które wpadną w rączki (zęby) Jadzi.
  5. Nie róbcie tragedii, gdy zginie ulubiony miś. Krysia miała kiedyś ukochanego misia, z którym spała, chodziła na dwór, do lekarza, do koleżanek, no po prostu wszędzie. Widać, ze była do niego przywiązana. Aż tu któregoś razu, wzięła go na urodziny do kolegi i zapomniała zabrać z powrotem. Było jej przykro ale tłumaczyliśmy jej, że jest dzielna i silna i nie potrzebuje misia, żeby czuć się bezpiecznie. Zawsze przecież może się przytulić do mamy lub taty. Troszkę się posmuciła i zapomniała o całej sytuacji. A po paru miesiącach, kiedy przez przypadek dowiedziała się, że misia zjadł pies tegoż kolegi, nawet nie wyraziła ubolewania. Powiedziała nawet, że ten miś już jej nie jest potrzebny i że to nic, bo to tylko zabawka. Byliśmy dumni z naszej trzylatki 🙂
  6. Róbcie razem porządki w zabawkach. Na pewno są wśród nich takie, którymi się nie bawi, bo mu się znudziły lub z nich wyrosło. Opowiedz o dzieciach z domów dziecka, samotnej matki, czy z ubogich rodzin, które mają bardzo mało swoich zabawek. Dzieci są empatyczne i z przyjemnością dzielą się swoimi rzeczami, jeśli im się pomoże zrozumieć trudną sytuację innych.
  7. Naucz dziecko dawać a nie brać. Zauważyłam, że mnie większą przyjemność sprawia wybieranie prezentów dla innych niż dostawanie ich. Przy okazji zbliżającego się np. Dnia Mamy, zabierz dziecko do sklepu i poproś o pomoc w wybraniu prezentu dla Babci, wytłumacz dlaczego to jest dla Ciebie ważne. Możecie też zrobić razem laurkę lub pomyśleć o czymś, co nie jest do kupienia, np. zaprosić Twoją mamę na podwieczorek lub przynieść upieczone ciasto.
  8. Podaruj swój czas. Z tego ucieszy się każde dziecko, bez wyjątku. Tylko, że to nie jest łatwe, bo wymaga pewnego „poświęcenia” ze strony Was – rodziców. Ławo jest kupić dziecku zabawkę albo płytę z bajką (nie krytykuję, też czasami włączam Krysi bajkę, jak muszę coś zrobić lub po prostu chwilę odsapnąć), trudniej poświęcić swój czas. My w domu, ciągle walczymy ze swoim wygodnictwem, ze swoim „ja” i egoizmem. Walczymy w chęcią walnięcia się na kanapie albo bezmyślnego gapienia się w komputer. Łatwo jest przerzucać odpowiedzialność na drugą osobę – „Ja byłem w pracy, muszę teraz odpocząć” albo „Ja cały dzień się zajmowałam dziećmi i domem, chciałabym się teraz zająć sobą”. Znasz to? Ja tak 😉 Ale widzę też, że wykonanie pewnego wysiłku i wypełnianie kultowych już słów Papieża Franciszka o „wstaniu z kanapy” przynosi owoce. Kiedy rezygnujemy ze swoich pragnień i wygód, a skupiamy się na dobru rodziny, czyli spędzamy razem czas, idziemy na dwór, czytamy książki, układamy puzzle, to procentuje. Bo CZAS SPĘDZONY Z RODZINĄ NIGDY NIE JEST STRACONY.

Z okazji zbliżającego się Dnia Dziecka mamy zamiar dać dziewczynkom w prezencie NASZ CZAS 🙂

Marysia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *