Poznajcie Andre Sterna – mężczyznę, który nigdy nie chodził do szkoły.

Czy jest niepełnosprawny intelektualnie lub przykuty do łóżka, że chodzenie do szkoły nie było możliwe? Nic z tych rzeczy. Jego rodzice postanowili, że ich syn i córka będą uczyli się w domu, metodą tzw. unschoolingu. I nie mam na myśli nauczania domowego (ang. homeschooling), gdzie dziecko musi realizować program nauczania i zdawać co roku egzaminy. Andre Stern na kartach książki „…i nigdy nie chodziłem do szkoły” opowiada historię swojego barwnego i radosnego dzieciństwa. Andre nigdy nie uczył się według sztywnych reguł. Sięgał po to, co go akurat zainteresowało – album o fotografii, encyklopedia, książki historyczne, albumy dotyczące malarstwa… Już jako mały chłopiec potrafił całe dnie, ba, tygodnie, oddawać się tym lekturom, przeszukując biblioteki, antykwariaty i księgarnie w celu znalezienia kolejnych interesujących go pozycji. Mama, która zrezygnowała z pracy i oddała się wychowaniu dzieci i prowadzeniu domu, nie była zaniepokojona, kiedy Andre godzinami układał niesamowite konstrukcje z klocków Lego. Rodzice często zabierali Andre i jego siostrę na sztuki do teatru i koncerty w filharmonii. Chłopiec uczył się grać na pianinie i gitarze, pokochał taniec, zdobył kilka zawodów, nauczył się sam (!) języków obcych…

Jak to możliwe, spytacie? Jak może mieć pracę, skoro nie ma żadnego wykształcenia? Andre mówi, że wszystkiego nauczył się „przy okazji” zabawy. Cała zdobyta przez niego wiedza (która jest naprawdę imponująca) jest wynikiem eksperymentowania, samodzielnego zgłębiania tajników praw rządzących światem. Wspomina, jak przyjemne i naturalne było dla niego przyswajanie nowych informacji bez konieczności „wkuwania”. Nigdy niczego nie traktował jako nakazu, żmudnej pracy, obowiązku, który musi wypełnić. Nie znał systemu oceniania, smaku niezdrowej rywalizacji, zazdrości, że ktoś coś wie lepiej.

Brzmi może trochę jak utopia, ale ta historia zdarzyła się naprawdę. To fascynująca książka, której nie sposób odłożyć na półkę, nie przeczytawszy jej najpierw do końca.

Może rozważasz posłanie dziecka do szkoły prowadzonej metodą Montessori, Waldorfskiej czy Demokratycznej. Może bierzesz pod uwagę alternatywne metody edukacji, np. nauczanie domowe (obiecuję napisać o tym więcej). A może chcesz zapisać dziecko do zwykłego przedszkola, do najzwyczajniejszej szkoły – masz wybór. Ale żeby podjąć świadomą decyzję, warto zapoznać się z alternatywa dla szkoły tradycyjnej.

Polecam tę książkę każdemu rodzicowi. Nie ma ona na celu, jak podkreśla sam autor, przekonania kogokolwiek do pójścia tą samą drogą co on (w Polsce jest to z resztą niemożliwe), ale może być inspiracją dla mamy i taty jak mądrze wspierać rozwój dziecka, co robić by nie zabijać w dziecku talentu, ciekawości świata i naturalnej chęci zdobywania wiedzy.

Przeczytaj, bo warto.

Marysia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *